Retrobrighting obudów i klawiatur. Przywracamy fabryczny wygląd bez "marmurka".
Pełna diagnostyka, wymiana kondensatorów (recapping) i profesjonalna konserwacja.
Rozszerzenia RAM, Gotek OLED, nowe Kickstarty. Wszystko, czego potrzebuje Twoja Amiga.
Nie ma większej satysfakcji niż reanimacja zaniedbanego komputera wyprodukowanego przed kilkudziesięciu laty. Wyczyszczenie starej Amigi, C64 czy „małego” Atari i przywrócenie im kolorów całkowicie odmienia ich wygląd. Określenie „jak nowy” często nie jest w takich przypadkach nadużyciem.
Wbrew pozorom retrobrighting to niekoniecznie „wybielanie”, jak często się przyjmuje. Tak naprawdę chodzi tu o usunięcie nadtlenku bromu, głównego winowajcy żółknięcia, poprzez utlenienie z użyciem H2O2 (w wyższym niż stosowana do odkażania ran woda utleniona stężeniu), z udziałem ciepła i promieniowania UV. A więc klawiatura Amigi nie stanie się nagle biała, lecz odzyska swój naturalny, jasnobeżowy odcień. Dla uproszczenia przyjmijmy jednak termin, „wybielanie”, żeby uniknąć tworzenia nowych bytów.
Klawisze najlepiej wybielać w „kąpieli” z wody utlenionej, natomiast większe elementy – jak obudowy – z wykorzystaniem utleniacza fryzjerskiego w kremie.
Tyle teorii, ale przecież w retrobrightingu najważniejsza jest praktyka. Podzielę się z Wami moimi doświadczeniami w tym zakresie. Zapraszam!
- Pojemnik – może to być zwykły karton, ale odpowiednio długi i szeroki, aby zmieściła się w nim rozłożona na dwoje obudowa (w przypadku A500 to ok. 50 cm). Należy go wyłożyć folią aluminiową dla lepszego odbicia światła, tak aby lampa UV nie wisiała za nisko nad „pacjentem”.
- Lampa UV – nie ma się co ograniczać – użyjcie lampy (naświetlacza „dyskotekowego”) UV-A 100W, słabsza wydłuży proces. Np. taka, dostępna w cenie nieco ponad 100 zł:
- Woda utleniona – w stężeniu 12% - polecam taką w dużych baniakach (5 litrów). Cena to ok. 30 zł:
- Rozjaśniacz do włosów 12% w kremie. Taki jak ten, cena ok. 15 zł za 1000 ml:
Zasady bezpieczeństwa takie same jak w przypadku wody utlenionej.
- Pojemnik na klawisze – można tu użyć plastikowych lub szklanych, przezroczystych pojemników – rodzaj dowolny, jednak należy pamiętać, by klawisze nie pływały swobodnie w wodzie, ponieważ mogą wzajemnie się zakrywać i przekręcać, co może doprowadzić do nierównomiernego wybielenia. Polecam patent z przezroczystymi wieczkami kuwet ogrodniczych do propagacji nasion (mam z Lidla). Mogą to również być przezroczyste opakowania po warzywach i innych produktach spożywczych. Dwa tworzą zestaw. Ich zaletą jest to, że wchodzą jedna w drugą i górna przyciska dolną (zwykłe klamerki zabezpieczą połączenie), a tym samym ułożone na niej klawisze. W górnej należy wywiercić kilka dziurek, przez które wlejemy wodę i przez które będzie uchodzić nadmiar tlenu.
- Folia spożywcza (do owinięcia elementów w przypadku użycia kremu)
Od wielkiego mycia! Jest to krok niezbędny, bo starych kompów raczej nikt nie kąpał (pun intended!) i często są koszmarnie brudne lub/i zatłuszczone. A zatem, demontujemy klawiaturę (do ściągania używajcie keycapperów – żeby nie uszkodzić trzpieni/młoteczków) i rozkręcamy obudowę tak, by nie zostały żadne elementy wrażliwe, jak układy scalone, membrany itp. Te elementy plastikowe wrzucamy do pojemnika z gorącą wodą i płynem do naczyń. Niech się pomoczą, nawet kilkadziesiąt minut. Następnie przecieramy szczoteczką, szmatką, gąbką – dowolnie, byle nie był to materiał nazbyt ścierający.
Na pewno zdążyliście się już zorientować, że umyte elementy plastikowe naszego drogocennego sprzętu wyglądają teraz znacznie lepiej, ale najlepsze dopiero przed nami!
Na stół operacyjny ambitnie bierzemy Amigę 500, której klawisze mają już stadium „pomarańczaczki”. Spójrzcie sami:
Wkrótce pokażę Wam efekty końcowe. Stay tuned!